Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!





-texts-
/18/04/2009/ - New: NORDVARGR - "Interstellar"

Across The Rubicon - "Elegy" (Rage In Eden - 2007)

Pewnego wieczora przeglądając z nudów stronę Rage In Eden natrafiłem na bardzo intrygujący mnie projekt. Mam na myśli tutaj polskie wydawnictwo Across The Rubicon - Elegy. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę była jak dla mnie fantastyczna okładka. Później czytając, kto wchodzi w skład Across The Rubicon wiedziałem jedno - muszę mieć tą płyte. Nazwiska takie jak Marcin Bachtiak (Cold Fusion), Robert Marciniak (Rukkanor), czy Radosław Kamiński (Ab Intra) to czołowe postacie na polskiej scenie muzyki eksperymentalnej. Płyta jak zwykle w przypadku RIE przyszła do mnie bardzo szybko. Digipack z świetną grafiką na żywo wypada jeszcze lepiej niż na zdjęciach na stronie producenta. Na Elegy znajdziemy 10 utworów, które choć trwają tylko 44 minuty niszczą słuchacza swoim podniosłym, wręcz majestatycznym brzmieniem. Całość albumu to potężny martial industrial w marszowych tempach z doniosłym charakterem podkreślonym przez masę świetnych sampli. Całość wprowadza słuchacza w wojenny, transowy nastrój. Jest to swojego rodzaju wykładnia militarystycznego grania. Jeden z lepszych projektów w Polsce. Mam nadzieję, że zespoł, choć młody stanie się czymś wielkim nie tylko na terenie naszego kraju, ale i zagranicą. Dla mnie hit i objawienie polskiej sceny. Dla miłośników martial industrialu mus.


1. Soldat Inconnu
2. Shadows and Dust
3. Dogs of War
4. State of Fear
5. The World In Flames
6. Strenght and Honour
7. The Rage
8. Death Smiles to Us All
9. The Culture War
10. We Shall Remember

43:41

9/10

T.


Ad Lux Tenebrae - "Sketches From That Autumn" (Abgurd - 2006)

Na "Sketches From That Autumn" natknąłem się za poleceniem portalu last.fm i właśnie dzięki temu głównie cieszę się że go używam, może trochę nałogowo ale skoro poleca dobrą muzykę to ok. Sam album jest bardzo tajemniczy i dziwny. Brzmi to oryginalnie, może bez jakiś rewelacji, ale budowa pasuje w sam raz. Kawałki są tworzone właściwie na trzy sposoby. Pierwszy sposób wygląda tak, że słyszymy wygrywaną melodią na fortepianie na którą nałożone są efekty przestrzenne co daje ambientowy efekt przypominający muzykę Eluvium. Na to czasami w tle jakieś dziwne stłumione wokale. Drugi sposób to typowy ambient z psychodelicznymi odgłosami w tle, przypominające właśnie okładkę albumu jakby ktoś zgubił się w mgle i nawoływał towarzyszy. Trzeci sposób budowy utworów najbardziej słyszany jest w utworze "Muskarine Haze" i w pierwszej części "Djihad" gdzie brzmi to lekko industrialnie z nałożonym echem na całość. Cała płyta można by rzec psychodeliczna i wciągająca. Nie jest to ani łagodny ambient ani dark ambient, raczej coś po środku z indywidualnym stylem projektu. Dlatego też polecam bo oryginalności słucha się miło, zwłaszcza w takim wykonaniu jak na "Sketches From That Autumn".


1. Indigenous I
2. Iset In Mist
3. Etude
4. Autumn Tale, Part 1
5. Etude
6. Muskarine Haze
7. Autumn Tale, Part 2
8. Etude
9. To The Grieving One...
10. Indigenous II
11. Djihad

1:03:28

9/10

DandS


Aluk Todolo - "Aluk Todolo" (Implied Sound - 2006)

Aluk Todolo to psychodeliczny rock z Francji. Polecił mi go mój znajomy z Szkocji i chwała mu za to. Debiutancki singiel "Aluk Todolo" to dwa utwory składające się z gitary basowej (Matthieu Canaguier), gitary (Shantidas Riedacker) i perkusji (Antoine Hadjioannou). Pierwszy utwór średniej szybkości, pierwsze co się rzuca w ucho to zgrabna perkusja, schematyczna gitara basowa i nie obliczalna gitara. Wszystko to daje psychodeliczny i trochę niepokojący nastrój. Wszystko ułożone zgrabnie, efektownie i efektywnie. Pod koniec pierwszego utworu słyszymy głos brytyjskiego okultysty i mistyka Alistera Crowleya którym to panowie inspirują się w swojej muzyce. Drugi utwór już w tempie szybszym, z lekką przerwą na echo gitary po środku. Dźwiękowo podobnie jak w pierwszym utworze, ciekawa perkusja, stały bas, a gitara momentami wygrywa wręcz szaleńczo. Wszystko to daje skoczny efekt, wręcz idzie do tego pokręcić głową, mimo że muzyka brzmi po prostu groźnie, może nie diabolicznie ale na pewno jest w tym trochę czarnej magii Crowleya. Dla mnie ten singiel to odskocznia od wolnego dark ambientu do ciemnej, skocznej, rytualnej i psychodelicznej muzyki w wykonaniu Aluk Todolo.


A. "Symbol"
B. "Symbol"

15:29

8,5/10

DandS


Der Golem - "Zmet" (Grief Records - 1999)

Der Golem polecił mi dobry znajomy naprowadzając mnie na live tego rosyjskiego projektu na łonie natury w lesie. Te same utwory co na live znalazłem na albumie który teraz opisze. Muzyka Der Golem emocjonalnie jest depresyjna, zresztą założyciel projektu Roman Sidorov (Staruha Mha) popełnił samobójstwo. Na albumie dominuje psychodeliczny dźwięk syntezatora, ciekawie stłumiona perkusja uderzana wolno i minimalistycznie oraz wolno wygrywająca nuty gitara, a na to wszystko smutny wokal. "No" utwór otwierający album melancholijny wręcz z rozpaczliwym wokalem "auf wiedersehen madame", szczerze przyznam podoba mi się bardzo i chętnie do niego wracam. Drugim takim utworem który często wygrywa w moich głośnikach to "Night Flight" z prostym ale za to powalającym dźwiękiem gitarowym. W trakcie słuchania wydawać by się mogło, że z muzyki emanuje coś smutnego i ciężkiego, aczkolwiek słucha się tego przyjemnie. Muzyka jest wymagająca, brzmiąca faktycznie nieszczęśliwie o barwach nocy, szarości i załamania psychicznego. Nie ma w tej muzyce przebojowości, jakiś zaskakujących motywów, jest za to naprawdę wciągająca, może i dołująca ale miła atmosfera. Bardzo lubię rosyjski neo folk, a depresyjna i psychodeliczna wizja Der Golem trafia w mój gust idealnie, szkoda Sidorova, ale muzycznie będzie żył na pewno jeszcze długo.


1. No
2. Untitled (Track 2)
3. Untitled (Track 3)
4. Night Flight
5. Untitled (Track 5)
6. Untitled (Track 6)
7. Birds
8. Schlaf
9. Sun of the Dead

37:57

9/10

DandS


Irezumi - "Endurance" (Snowblood - 2008)

Za Irezumi odpowiedzialny jest Manuel Mesdag, o którym do wydania "Endurance" było wiadomo tylko tyle że nagrywa muzykę techno i house. Materiał ukazał się na początku 2008 roku na świeżo założonym labelu Snowblood, gdzie jednym z dowodzących jest człowiek znany z wyczynów legendarnego projektu Asmorod. Pierwsze co się rzuca w oczy to świetna grafika płyty na której widnieją ośnieżone szczyty i zdjęcia ekspedycji górskich.
Materiał zaczyna się stylistycznie dark ambientowo a konstrukcja oparta jest na synth-padycznych melodiach z rzadko dochodzącymi na to jakimiś pojedynczymi dźwiękami czy wokalami. No i tak właściwie brzmi to do samego końca płyty i tu ktoś może zapytać to co w tym fajnego? Ano właśnie klimat! Fenomenalna atmosfera okrywająca krążek jest wręcz uzależniająca. Melodie są lekkie, unoszące się wolno i płynnie. Wokale występują rzadko, ale za to świetnie obrazują tragedię i cierpienie często towarzyszące ekspedycją odkrywczym, czy to zdobywczym wysoko w górach (bo tym pewnie inspirował się Irezumi tworząc muzykę). Barwa dźwięków nie jest zimna jak góry, raczej odnosi się bardziej do wewnętrznych przeżyć związanych z pobytem gdzieś na ich szczytach. Najlepszym utworem według mnie jest ostatni utwór, ale pewnie każdy ma na płycie jakiegoś swojego przodownika, bo wszystkie utwory są stworzone świetnie, co w efekcie końcowym rzuca na cały materiał bardzo dobry urok.
No cóż, jeśli na scenie dark ambient debiutuje się takim materiałem, to nie pozostaje nic innego jak z ciekawością wypatrywać następnych wydawnictw Irezumi.


1. Untitled
2. Untitled
3. Untitled
4. Untitled
5. Untitled
6. Untitled
7. Untitled
8. Untitled
9. Untitled
10. Untitled

1:06:32

10/10

DandS


March Of Heroes - "March For Glory" (Rage In Eden - 2007)

"March For Glory" nagrany został w pół roku na przełomie lat 2006-2007 przez francuskiego twórce Romaina L. Zmasteringował właściciel Cyclic Law; Frédéric Arbour, a wydało polskie Rage In Eden. Pierwsze co wygląda bardzo dobrze to grafika płyty która już po samym tytule daje wzgląd na to co usłyszymy na krążku, a jest to militarny industrial.
Pierwsza część płyty to wyśmienita dawka ciężkiego, nagranego w wolnym tempie wojennego industrialu. Brzmi to trochę jak mieszanka Triarii z Arditi, ale to może tylko moje skojarzenia. Zresztą na scenie militarnej ciężko nagrać na dzień dzisiejszy coś zupełnie nowego i oryginalnego. Fenomenalnie podchodzi mi natomiast druga część płyty, która brzmi jeszcze wolniej jak pierwsza część, opatrując swoją barwę na neoklasycznych melodiach, które brzmią jak obraz miejsca na którym odbyła się krwawa bitwa. Obrazuje to trochę żołnierzy poległych w walce, jakieś ciemne kłęby dymu unoszące się tu i ówdzie oraz wraki zniszczonych maszyn wojennych. I tak po przesłuchaniu całej płyty widzimy dwa oblicza wojny. Oblicza walki, bohaterstwa i poświęcenia, ale również jest twarz śmierci i destrukcji jaką niesie wojna. Lubię taki martial, który nie brzmi tylko jak nawalanka w bębny i okrzyki wodzów, ale brzmi tak jakby starał się w zupełności odzwierciedlić czym jest walka.
Z tego co mi wiadomo, to nowy album March Of Heroes jest już ukończony i czeka na wydawcę, dlatego z niecierpliwością wypatruje następnego krążka, bo po "March For Glory" dorwie się do niego z miłą chęcią.


1. Prolog
2. March For Glory
3. Motherland Calls
4. Among Ashes And Ruins
5. The Last Strike Of Heroes
6. Wind Of Destruction
7. The Enemy Must Fall
8. Victory Is Our Fate
9. In Memory Of The Fallen Ones

40:07

9/10

DandS


NORDVARGR - "Interstellar" (Beast Of Prey - 2008)

Nordvargr to projekt szwedzkiego muzyka Henrika Björkka, którego każdy szanujący się miłośnik mrocznych dźwieków znać powinien. Za sprawa polskiego wydawnictwa Beast Of Prey otrzymaliśmy kolejną już płytę Nordvargra o intrygującym tytule Interstellar. Dla mnie osobiście wydanie płyty mistrza dark ambientu jest wielkim wydarzeniem, szczególnie że stoi za nim nie kto inny jak Infamis. Płyta jak to przeważnie w BOP ma miejsce jest ściśle limitowana do 444 kopii i wydana w sposób niekonwencjonalny. Samo wykonanie opakowania i grafik świetnie przestrzega przed tym co znajdziemy juz w stricte muzycznej sferze Interstellar. Otrzymujemy bowiem około 40 minut mrocznego i ciężkiego dark ambientu, który przenosi słuchacza w kosmiczne rejony. Album wyróżnia świetne masywne i ciężkie brzmienie. Jak możemy przeczytać na stronie wydawcy "Nordvargr wykorzystał wyłącznie dźwięki z przestrzeni, zapisów dźwiękowych z satelit, kosmicznych stacji badawczych i różnych częstotliwości jakie wysyłają obiekty kosmiczne między sobą." Mnie osobiscie ta plyta podczas kazdego nastepnego przesluchania wciaga coraz to bardziej w czarna dziure. Motywy uzyte przez Bjorkka cechuje skrajny minimalizm, bo nie uswiadczymy tutaj coraz to modniejszych melodyjek czy bitow. Polecam wszystkim, ktorzy lubuja sie w mrocznych kosmicznych dzwiekach. A na koniec kilka slow mistrza, ktory tym albumem potwierdzil tylko swoja klase: "...Nie ma dla mnie większego zła, niż pustka kosmosu, całkowicie wroga i nieprzyjazna dla wszelkiego życia - przeciwstawienie egzystencji, a zarazem matka wszystkiego co znamy ...". I sluchajac tego wydawnictwa mysle podobnie. Amen.


1. Transmission 1 / Nothingness Approaching
2. Transmission 2 / Massive Interstellar Darkness
3. Transmission 3 / Expanding Matter
4. Transmission 4 / Returning To A Balanced Existence

42:28

10/10

T.


Onirot - "Deus Ex Machina" (Inner Gravity Records - 2006)

"Deus Ex Machina" czyli bóg z maszyny gwałtownie pojawiający się na scenie dramatu w czasach starożytnej Grecji, mający na celu nagle rozwiązać akcje sztuki. Potocznie określa się tak, nie dającej się logicznie wytłumaczyć nagłej zmiany sytuacji. I tak po rozszyfrowaniu tytułu albumu projektu Onirot, zabrałem się do słuchania płyty.
Uszy atakuje mroczny i melodyjny dark ambient z często dochodzącymi pod to ostrymi oraz złymi dźwiękami. Melodie są proste ale za to ułożone doskonale tak, że dające się słyszeć tu i ówdzie dźwięki jakoby nawiedzonego czymś miejsca idealnie synchronizują się na całości materiału. Utworów mimo tego, że trwają co najmniej 8 minut, słucha się ciekawie, a odpowiednio dopasowane różnego rodzaju dźwięki zmuszają do skupiania się na materiale. Całość jest nagrana na jednym poziomie i żaden utwór nie odstaje od pozostałych co czyni "Deus Ex Machina" wciągającym. W pierwszych trzech utworach na melodie w tle, co jakiś czas dochodzą zgrabnie dobrane jakieś trzaski, szumy i dzwoneczki, lecz ich głośność jest tak ustawiona, że są jakby dźwiękami dziejącymi się gdzieś daleko. W dwóch ostatnich utworach występują świetne wokale, gdzie w "To Aradia" jest często używany w dark ambiencie głos zakonnika. Ostatni utwór rozpoczyna się jednym z najlepszych wokali jaki kiedykolwiek słyszałem. Jest on zgrabnie grający od tyłu, przypominający te występujące na dalekim wschodzie, z delikatnymi dźwiękami oraz neoklasyczną melodią. Tym piorunującym akcentem projekt kończy album.
Dobry dark ambient, często cechuje melodie ładnie ułożone i w odpowiedni sposób przestrzennie obrobione, z niewielką ale z to idealnie dopasowaną liczbą pojedynczych mrocznych dźwięków, czego najlepszym przykładem jest "Deus Ex Machina".


1. To Set
2. To Aos
3. To Therion
4. To Aradia
5. To Ne Ne

44:30

9/10

DandS


Phallus Dei - "A Day In The Life Of Brian Wilson" (2009)

Długo czekałem na te wydawnictwo ponieważ Phallus Dei to mój ulubiony projekt muzyczny. Praca nad materiałem trwała 2 lata. Pierwsze poszlaki jak album będzie brzmiał znalazły się na myspace projektu a potem promo clip na youtube. Szczerze clip narobił mi chęci na album niesamowitej i po dłuższych poszukiwaniach dorwałem te wydawnictwo, które w momencie kiedy to pisze nie ujrzało jeszcze oficjalnie światła dziennego (uroki Internetu). Jak już było wiadomo wcześniej, gościnnie na albumie z wokalnej strony zaprezentować się mieli John Walker i Clara Engel o których właściwie nie wiedziałem nic, więc mocno zastanawiałem się jak to wyjdzie. A wyszło tak fenomenalnie, że utwór nagrany przez Phallus Dei z Johnem Walkerem na chwile obecną jest u mnie numerem 1 jeśli chodzi o intensywność słuchania. No ale do rzeczy.
Materiał rozpoczyna instrumentalny prolog a chwile potem podziwiamy już talent wokalny Clary Engel. "Awakening" to utwór smutny, przejmujący, głos młodej wokalistki wraz z kunsztem twórczym PD zgrał się doskonale. Następnie utwór "Will You Come Now" z Johnem Walkerem, brzmi podobnie jak te utwory kiedy głosu udzielał Oliver St. Lingam ("Sepulchral", "My Vanity" czy "Queen-Bee (hides amongst the dead)"), tyle tylko że głos Walkera jest innej tonacji. Utwór świetny, słucha się go przyjemnie i chętnie do niego wracam. Następnie "Afternoon Music" to popis zdolności gitarowych i klawiszowych projektu, łagodna melodia, ładna i milutka dla ucha. "The Same" ponownie z Clarą Engel, jak poprzednik, znowu smutny, do tego Phallusowska perkusja i gitara brzmiąca trochę jak w Zachodniej Europie czy Ameryce Łacińskiej. Ogólnie w muzyce PD bardzo podoba mi się perkusja, pewnie momentami jest to zwykła perkusja ale w większości brzmi to zdecydowanie cyfrowo, myślę że ten sposób układania i tworzenia drumów powinien być przykładem jak robić muzykę z rytmem, oryginalnie i nie nudząc. "The Boiler Room Party" brzmi trochę jak pierwszy Phallus Dei ("Pontifex Maximus" z 1991) ale w zdecydowanie krystalicznym i lepszym brzmieniem. Jest to utwór intrygujący z zaostrzającym się klimatem. "Journey To The Heart Of The Moon" to już klasyczny Phallus Dei, bardzo podobny do klimatów z materiałów nagrywanych jako Phd2, czyli początkowo spokojny, wolny, raczej skupiający uwagę na pojedynczych dźwiękach. Atmosfera w tym utworze narasta powoli, jednak wtargnięcie nowej dawki dźwięków to tylko kwestia czasu. I tak w połowie utworu z ciemności, wolno wyłania się mroczna perkusja, z paroma mocnymi dźwiękami, pod koniec utworu osiągając apogeum, ujawniając tym samym możliwości i geniusz Phallus Dei. Epilog na współ z Johnem Walkerem, ujawnia końcowy przekaz muzyków i talent samego wokalisty.
Podsumowując, projekt potwierdził swoją wielkość w mych uszach na pewno. Panowie nagrywają już prawie 20 lat, a ich muzyka z wiekiem ewoluowała i przekształcała się w coraz dojrzalsze dźwięki. Na krążku brakuje mi może tylko głosu St. Lingama, no ale jakby mi ktoś zaśpiewał do muzyki tak jak John Walker i Clara Engel też pewnie bym swojego głosu nie wykorzystał. "A Day In The Life Of Brian Wilson" to potwierdzenie ich zdolności oraz tego, że nie na daremnie uważam ich za najlepszy projekt muzyczny.


1. Prologue Dawn
2. Awakening (featuring Clara Engel)
3. Will You Come Now (featuring John Walker)
4. Afternoon Music (Instrumental)
5. The Same (featuring Clara Engel)
6. The Boiler Room Party
7. Journey To The Heart Of The Moon
8. Epilogue Dusk (featuring John Walker)

41:01

10/10

DandS


Triarii - "Ars Militaria" (Eternal Soul Records - 2005)

Christian Erdmann jako projekt Triarii, wydanych na swoim koncie ma na dzień dzisiejszy 3 pełne albumy. "Muse In Arms" i "Piece Heroique" to nie są albumy złe, nawet całkiem dobre, ale mi osobiście najbardziej przypadł do gustu ten pierwszy "Ars Militaria" z 2005 roku. Album jest bardzo barwny, głównie bazujący na militarnym rytmicznym dźwięku perkusji i drumów z wzniosłymi melodiami syntezatora. Dużo ciekawych rozwiązań wokalnych, co czyni materiał bardziej interesujący, chociażby w utworze "Europe In Flames" z fragmentem przemówienia prawdopodobnie jakiegoś alianckiego dygnitarza. "Mother of Pain" to już militarny neofolk, gdzie wokalu chyba użyczył wokalista ORE. W "Dark Skies Over Europe" fragment wykładu Thomasa Childersa z "The History Of Hitler's Empire". W "Neuropa" słychać odgłosy prób wojskowych zorganizowanych dla samego Führera gdzieś w połowie lat 30 minionego wieku (film dostępny w sieci). Odchodząc od wokali a skupiając się na barwie dźwiękowej, jak już wcześniej pisałem, większość oparta na rytmie i syntezatorach, czasami utwory pozbawione są potężnej rytmiki na rzecz łagodniejszych jak chociażby w "Der Verwundete" dedykowanemu niemieckiemu artyście i rzeźbiarzowi pracującemu dla NSDAP. Całkiem bez rytmiki w "Neuropa" gdzie jednak sama melodia w zupełności wystarcza. Przez krążek przetacza się do samego końca potężna dawka militarnej muzyki, zaznaczając przy tym że "For The Fallen Ones" troche wolniejszy, chóralny, dedykowany poległym, ale ten wątek jest praktycznie w każdym militarnym projekcie. Całość zbudowana ładnie, wciągająco, zgrabnie i przekonująco. Nie powiewa nudą i wyczuwa się tamte czasy. Mimo że od wydania krążka minęły 4 lata, już dziś uchodzi on z legendarny i kultowy, co mówi samo za siebie.


1. Anthem From The Iron Flame
2. Europe In Flames
3. Mother Of Pain
4. Dark Skies Over Europe
5. Der Verwundete (In Memoriam Arno Breker)
6. Legio Vi Ferrata
7. Regicide II
8. Marche Du Capitulation
9. Neuropa
10. Serpent, Sun & World Ending
11. For The Fallen Ones
12. Son Of The Sun

51:19

9/10

DandS


Various - "Nord Ambient Alliance" (Cyclic Law - 2002)

Ta składanka jest według mojej opinii najlepszą dark ambientową kiedykolwiek wydaną kompilacją. Już po samych nazwach projektów biorących w niej udział można spodziewać się naprawdę dobrej dawki ambientu, jak sama nazwa mówi północnego który uchodzi z najlepszy. Odpalając krążek zaczynamy od Northaunt, którego muzyka ma to do siebie, że brzmi dark ambientowo, ale w łagodniejszej wersji a wszystko dzięki nostalgicznym i melancholijnym melodią nałożonym na dźwięki przestrzeni, przypominające przynajmniej mi rzeki, jeziora i jakieś specyficzne mroczne ale miłe miejsca. Po odsłuchaniu tego co wyczarował Northaunt, stwierdziłem że następne projekty już na samym starcie dostały wysoko powieszoną poprzeczkę do nie popsucia wrażeń po pierwszych 2 utworach. Moje obawy okazały się mylne bo to co zrobił Predominance w "Trans-Atlantis", wykorzystując fenomenalny wokal pod najwyższej klasy wciągający dark ambient po prostu wbiło me uszy w utwór. To najczęściej słuchany przeze mnie numer z tego albumu. "Dust of Lost Paradise" bazuje już na samym dark ambiencie, jak dla mnie świetnie uzupełnienie poprzedniego utworu. Po Predominance przyszedł czas na projekt człowieka odpowiedzialnego za całe zamieszenia. Instincts to syntetyczny melodyjny minimalistyczny projekt, wydawać by się mogło że nic w tym specjalnego i o prostej budowie ale akurat w tym wypadku klimat fenomenalny mimo nawet prostych efektów nakładanych na wokal. Następnie Kammarheit, którego muzyka ogólnie pozbawiona jest melodii i czegokolwiek prócz samych specyficznych dla tego projektu mrocznych ciemnych dźwięków, co według mnie powinno uchodzić za klasyczny wygląd dark ambientu. Na sam koniec Svartsinn, którego mikstura ciemnego tła i nisko układanych długich ciemnych motywów melodyjnych jest typowo charakterystyczna dla tego projektu i wypada naprawdę rewelacyjnie. Podsumowując cały materiał, fenomenalny efekt muzyki tych projektów w połączeniu z fantastycznie zbudowanymi utworami dają klimat dark ambientu w najlepszym wykonaniu. Nic tylko rozkoszować się za każdym słuchaniem.


1. Northaunt - Barren Land
2. Northaunt - A Shadow Among Shadows
3. Predominance - Trans-Atlantis
4. Predominance - Dust Of Lost Paradise
5. Instincts - Arise
6. Instincts - Revelation
7. Kammarheit - I Found It Weeping In The Field
8. Kammarheit - Ruina
9. Svartsinn - Yearning
10. Svartsinn - The Ashen Dream

57:33

10/10

DandS

All rights reserved © 2009-2014 Übermensch Industry Records